Coraz częściej słyszy się głosy, że brak szybkich i tanich przelewów międzybankowych może mieć negatywny skutek na polską gospodarkę. Niestety, stara zasada, że „czas to pieniądz” staje się coraz bardziej aktualna wraz z błyskawicznym rozwojem ekonomii opartej o internet. Wydaje się, że w czasach, gdy niemal wszystko możemy zrobić w bez zwłoki, obecny system rozliczeń wydaje się być anachroniczny.
Dotychczasowy system przelewów między kontami indywidualnymi, ELIXIR, ma jedną zasadniczą wadę: opiera się o system tzw. sesji, podczas których księgowane są wszystkie operacje na kontach. Sesje dzielą się na dwa rodzaje: przychodzące i wychodzące (zależnie od kierunku przepływu transakcji) i niemal każdy bank przeprowadza je o innych godzinach. Ba!, nawet liczba sesji różni się, i to znacznie, pomiędzy poszczególnymi bankami. To właśnie z tego powodu nierzadko zdarza się, że przelew przychodzi z dużym opóźnieniem – wystarczy, że system zarejestruje zlecenie po ostatniej danego dnia wychodzącej sesji naszego banku i już musimy czekać aż do następnej, odbywającej się następnego dnia roboczego. Oznacza to, że odbiorca będzie na przelew czekał jeszcze co najmniej kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt (weekend) godzin, a w tym czasie my nie będziemy mieć dostępu do wysłanych środków. Utkną one w czarnej dziurze między bankami.
Receptę na to posiada Krajowa Izba Rozliczeniowa, operator systemu ELIXIR, która od dawna zapowiada pojawienie się TurboELIXIR-a, który pozbawiony będzie opisanych powyżej wad. Dzięki niemu wysłane pieniądze dotrą do odbiorcy w innym banku w ciągu zaledwie kilku minut. Na razie jednak nie znamy żadnych szczegółów nowego systemu, więc musimy polegać na starym ELIXIR-ze.